niedziela, 30 marca 2014

Człowiekiem bądź mężczyzną

Najbardziej destruktywne słowa, jakie każdy mężczyzna słyszy będąc chłopcem, to "Bądź mężczyzną".
- Joe Ehrmann, trener i były zawodnik NFL

Co to do cholery znaczy "bądź mężczyzną"??? Worek znaczeniowy, zbiór nieokreślonych ról. A wręcz pułapka myślenia, w jaką wpędzani są mężczyźni na całym świecie. Warto zacząć od wideła:


"Podejmij męską decyzję". "Chłopaki nie płaczą". "Załatw to po męsku". "Nie bądź baba".

Kilka osób zapytanych co to tak naprawdę znaczy "być mężczyzną" udziela różnych odpowiedzi - pojawia się odwaga, szacunek do kobiet, posiadanie własnego zdania, opanowanie, wykształcenie, zaradność, siła, opiekuńczość, zdecydowanie, samodzielność, mądrość, ambicja, dbanie o przyjaciół i rodzinę, pomoc słabszym... Fajnie, tylko to donikąd nie prowadzi.

Dlaczego? Bo to są cechy "prawdziwego mężczyzny" równie dobrze, jak "prawdziwej kobiety". Kobieta, która jest odważna, szanuje mężczyzn, posiada własne zdanie, jest opanowana, wykształcona, zaradna... itd. nie jest przez to mniej kobietą, prawda? To nie są cechy męskie, ani kobiece - po prostu cechy dobrego człowieka.

Jak w takim razie poznać prawdziwego mężczyznę? Potrzebujemy czegoś, co jest czysto męski, bo przecież gdzie są do wyboru tylko dwie kategorie żeby zdefiniować jedną trzeba odróżnić się od drugiej. Światło to nie-ciemność, a dzień to nie-noc. A mężczyzna to nie-kobieta. Znaleźć ten element odróżniający, i niech się schowa Ockham ze swoim prostym wyjaśnieniem, że przecież to kwestia cech biologicznych. To za proste, nasze życie byłoby zbyt łatwe gdybyśmy męskość i kobiecość definiowali tylko na podstawie cech biologicznych, trzeba zakwestionować zachowanie, charakter, postawy, role! Oto droga...

Co więc jest męskie, a zarazem nie jest kobiece? Niezbędny Element Odróżniający, Pierwiastek Męskości, wysyłamy więc młodych chłopaków na misję zdefiniowania własnej męskości, która z góry jest skazana na porażkę - według powyższych trzech akapitów. A może jednak? Z pomocą zawsze chętnie przyjdą media.

Zacznijmy od prasówki tytułów skierowanych stricte do facetów:
- 10 rzeczy, jakie szanujący się facet musi być w stanie zrobić
- Męskie zabawy: Strzelanie. Leniuchowanie. Piłowanie.
- Przygoda: Tańczący z rekinami
- Gdzie tylko zechcesz: Seks jest wszędzie
- 30 piłkarskich mitów obalonych
- 300 procent! Seks w trójkącie
- Niezwykłe polskie piwa
- Technogadżety 2014 roku
- 234 rzeczy, które warto mieć
- Wszystkie tajemnice whisky

Piwo, samochody, gadżety technologiczne, adrenalina i przygoda, siłownia, piłka nożna, niebanalny seks. To jest to, co definiuje mężczyznę w odróżnieniu od kobiety według magazynów. Nie ważne czy przedstawiają prawdziwe (czym jest prawdziwe?) znaczenie tych słów, najważniejsze że tak się ogłaszają, a powszechne zaakceptowanie tego zdania załatwia już magia marketingu w połączeniu z niepewnością "co to tak naprawdę do cholery znaczy". Tutaj podane jest czarno na białym jakie są pola zainteresowań i kryteria męskości. To stanowi pożywkę dla niepewnej siebie i swojej tożsamości psychiki młodego faceta. A co, jeśli nie interesuje się samochodami, piłką nożną i nowymi technologiami? Nie jest mężczyzną?

Zajrzyjmy do coraz bardziej opiniotwórczych mediów niezależnych, czyli na blogi.  "Prawdziwy mężczyzna jest fighterem!" (a może Zwycięzcą?). "Nie ma kogoś takiego jak nieśmiały facet. Nieśmiały facet to ciotowaty misiu". "To mężczyzna powinien zapewnić byt rodzinie i przyszłym dzieciom! Żadnych kurwa mać wymówek , że ktoś zarabia za mało lub miał gorszy start!".

Plus marketing - warto spojrzeć co sprzedaje pojęcie Prawdziwego Mężczyzny. Eksperyment na temat tego jak biznesowo trafne jest to pojęcie - uzupełnij dwa slogany reklamowe:

"Bądź prawdziwym mężczyzną - używaj <wstaw markę>"

"Bądź prawdziwym człowiekiem - używaj <wstaw markę>"

A przecież cechy prawdziwego mężczyzny (jeśli nie brać pod uwagę rezultatów z prasówki i popularnych mediów) to cechy dobrego człowieka, czyż nie?

Różnica jest biologiczna i niech tam zostanie. Nie wysyłajmy młodych chłopaków na poszukiwanie prawdziwej męskości, jeśli nie potrafimy jej zdrowo zdefiniować, inaczej mogą wrócić z definicjami, o które tak naprawdę wcale nie chodzi. Lub w ogóle nie wrócić z poszukiwań, stale dowodząc, że są męscy.

Równie dobrze można poszukać Pierwiastka Kobiecości, czyli co jest kobiece a nie jest zarazem męskie. Ten element odróżnienia. Chętnych zapraszam do dyskusji, nawet jeśli mam zostać zwyzywany od "genderystów".

A man should be able to hear, and bear, the worst that could be said of him.
- Saul Bellow

... unless he's accused of not being a real man.

niedziela, 9 lutego 2014

10 pytań konserwatywno-liberalnych

Zapachnę manipułą, a co tam. Szereg pytań, jakie należy sobie zadać przy myśleniu o wolności gospodarczej, a jakie wiążą się z pewną sferą moralności. “Uwolnienie” rynku i oparcie decyzji na założeniu, że człowiek ma wolny wybór, może oznaczać konieczność zweryfikowania poglądów, szczególnie tych z półki bardziej konserwatywnych.

 1. Co z obowiązkiem szkolnym, jeśli szkolnictwo miałoby być prywatne? 

Sprywatyzowane płatne szkoły i zapewnienie im stałego popytu. Z punktu widzenia konsumenta to jak nakaz konsumpcji danego dobra. Dodatkowo w połączeniu z pytaniem numer 8, zabrania to możliwości pracy i zwiększenia dochodu rozporządzalnego przez osoby poniżej 18 roku życia, które mogą stanowić istotny element kształtujący popyt na niektóre dobra.

2. Co z legalizacją zabronionych w tej chwili substancji? Czy wycofywać akcyzy na substancje szkodliwe i uzależniające, czy traktować je jak zwykłe produkty konsumpcyjne? 

Po pierwsze akcyza - podatek, który ma w swoim założeniu ograniczenie konsumpcji produktów, uznanych za szkodliwe lub których zasoby są ograniczone. Podatek w celu zmniejszenia popytu… nie brzmi to bardzo wolnorynkowo.

Po drugie - zakładając wolny wybór konsumenta i doskonałą informację (tego wymaga świadome podejmowanie decyzji), to jak bardzo zakaz sprzedaży określonych produktów ingeruje w wolny rynek?

 3. Czy produkty i usługi niebezpieczne dla zdrowia albo powodujące zagrożenie powinny być wycofywane z rynku? 

Pytanie od razu korespondujące z poprzednim. Jeśli konsument ma pełną informację o zwiększonym ryzyku, to czy nie jest jego prawem nabyć dany produkt godząc się na nie, prawdopodobnie po niższej cenie niż produkt pełnowartościowy?

 Zacytuję klasyka wolnego rynku, odnośnie Forda Pinto (pozostawienie na rynku modelu, który miał braki techniczne, przy kalkulacji, że wycofanie go będzie droższe niż prawdopodobne zasądzone odszkodowania):

The consumer should be free to decide what risk he wants to take. If you want to pay 13 dollars less for [greater risk] you should be free to do it. 

 - So then the government does has the right to require information of corporations. [pytanie od publiki] 

No, no, the government has the right to provide courts of law, in which corporations that deliberately conceal material that is relevant  can be sued for fraud and made to pay very heavy expenses. And that is a desirable part of the market.
- Milton Friedman

 4. Jak restrykcyjne powinny być normy sanitarne w prywatnych przedsiębiorstwach? 

 Czy to nie konsumenci, posiadając pełną informację, powinni decydować na jakie warunki chcą przystać a na jakie nie? Jeśli okaże się, że nikt nie chce jeść w brudnej, ale taniej knajpie, to siłą rzeczy takie miejsca znikną z rynku niezawodnym prawem popytu i podaży. Chronienie obywateli jest zaburzaniem wolnego wyboru i przedsiębiorczości.

5. Czy zakaz palenia w prywatnych przedsiębiorstwach - bary, restauracje, usługi transportowe itp. godzi w wolną przedsiębiorczość? 

 To już zupełna kalka poprzedniego zagadnienia. Jeśli faktycznie przeszkadza to konsumentowi, to niewidzialna rynku rozprawi się z niestosującym się do wymagań popytu przedsiębiorcą.

6. Czy powinien obowiązywać zakaz segregacji klientów według uznania i przekonań prywatnego przedsiębiorcy? 

Jeśli przedsiębiorstwo jest w posiadaniu danego właściciela, to czy jego prawem jest odmówić dowolnej osobie sprzedaży swoich towarów i usług ze względu na jego “widzimisię”? Wiąże się to naturalnie z jego stratą ze względu na brak wpływów od danego klienta, co w dłuższej perspektywie powinno prowadzić do odejścia z rynku segregujących przedsiębiorstw. Jeśli oczywiście nie znajdą się konsumenci, którym taki stan rzeczy odpowiada.

7. Co z zakazem sprzedaży alkoholu dla osób poniżej 18 roku życia? 

 Kolejne pytanie zahacza o postrzeganie zdolności jednostki do podejmowania samodzielnych decyzji. Tak naprawdę to pytanie o wiek graniczny, przy którym ludzie mają prawo decydować o samych sobie. I pytanie do jakiego wieku i w jakich sprawach prawni opiekunowie mają prawo za nich decydować, nie będąc oskarżeni o rozpijanie nieletnich.

 Osoby poniżej 18 roku życia nie mogą decydować o sobie w kontekście alkoholu itp., a mogą w przypadku zakupu innych dóbr, przy której to okazji są targetem wysiłków reklamowych. Tak czy inaczej, uznanie jednej substancji za szkodliwą poniżej 18 lat, a innej za dozwoloną dla takich osób, zabiera z rynku dość istotną i podatną na działania marketingowe grupę decydentów, kierując wydawanie ich dochodu na inne sektory.

 8. Czy nieletni mogą pracować na rynkowych warunkach? 

 Powtórka z poprzedniego. Młode osoby prawdopodobnie byłyby bardziej konkurencyjne cenowo od starszych pracowników. Pytanie kto może podjąć taką decyzję - oni sami, opiekunowie prawni? Od jakiego wieku? Jak wielka swoboda powinna być w kształtowaniu umów między stronami?

 Obecne przepisy przynajmniej na tyle na ile je rozumiem, zezwalają na zatrudnienie osób poniżej 16 roku życia, ale inspektor pracy czyha, czy na pewno jest ona zgodna z ich predyzpozycjami i kwalifikacjami, chociaż przedsiębiorca i nieletni (oraz jego opiekun prawny) mogą mieć co do tego inne zdanie.

9. Szczepionki - obowiązkowe, czy dobrowolne? 

Szczepionki nie są za darmo, a więc ktoś za nie płaci i ktoś na nich zarabia. Zarabia zwykle prywatny przedsiębiorca, a więc nakaz zakupu danego dobra jest sztucznym windowaniem popytu - oczywiście w imię dobrej sprawy, czyli ograniczenia zachorowań i ochrony populacji.

10. Co z legalizacją prostytucji? 

 Remedium na brak środków produkcji jest często sprzedaż usług. Dla niektórych osób taką usługą może być najstarszy zawód świata - pytanie czy do nich należy wybór, zakładając, że obie strony transakcji godzą się na jej warunki? Usankcjonowany prawnie zawód ograniczyłby bezrobocie, firmy podlegałyby oficjalnym przepisom (jakikolwiek by nie były), a wyjście z szarej strefy pozwoliłoby także na ograniczenie przestępczości w tej strefie.

Nie mówiąc już o swobodzie umów między stronami.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Budżet Obywatelski 2030

Witamy w aplikacji Budżet  Obywatelski 2030. Wpisz numer identyfikacyjny i hasło. Potwierdź kodem wygenerowanym na zarejestrowany numer telefonu.

Witaj, Jan Kowalski. Za poprzedni rok (2029) podatkowy uzyskałeś 19 315,93 EUR zarejestrowanego dochodu. Z poniższych pól wybierz, jakie usługi chciałbyś opłacić na przyszły rok podatkowy (2030).

Opieka medyczna. Wpisuję 600 EUR. Wybieram kraj mojego aktualnego pobytu, tj. Polskę.

Uwaga. Za zadeklarowaną kwotę przysługują Ci następujące usługi na terenie wybranego kraju:
- opieka lekarza pierwszego kontaktu
- refundowany pobyt w szpitalu do 7 dni
- proste zabiegi [LISTA]
- skierowania do lekarzy-specjalistów (max. 5 rocznie) z kolejnością przyjęcia wg priorytetu E
- rejestracja w systemie pogotowia ratunkowego i pokrycie 50% kosztów wyjazdu zespołu ratunkowego

Jeśli zadeklarujesz sumę 750 EUR, uzyskasz następujące przywileje:
- refundowany pobyt w szpitalu do 14 dni
- rozszerzona liczba zabiegów [LISTA]
- priorytet D w kolejności przyjęcia do lekarzy-specjalistów
- pokrycie 100% kosztów wyjazdu zespołu ratunkowego

Zobacz też inne pakiety.

Pozostaję przy zadeklarowanych 600 EUR, i tak niewiele choruję, a zawsze od NNW się zabezpieczam w towarzystwie ubezpieczeniowym. Wybieram za to podpięcie pod ubezpieczenie dziecka, za kwotę dodatkowych 200 EUR.

Fundusz emerytalny. Wybieram 0 EUR, klikam dalej.

Uwaga. Wybrałeś 0 EUR, co oznacza rezygnację z uczestnictwa w państwowym systemie emerytur. Jeśli jesteś pewien wyboru, proszę wpisz identyfikator klienta w innym systemie funduszy emerytalnych. W przeciwnym wypadku skontaktuje się z Panem konsultant budżetowy, aby potwierdzić posiadanie zabezpieczenia finansowego na okres emerytalny.

Wpisuję numer klienta w funduszu, gdzie mam konto już od 15 lat.

Dziękujemy. Przejdź dalej.

System oświaty. Z rozwijanej listy wybieram szkolnictwo ponadgimnazjalne i wpisuję kwotę 500 EUR.

Za zadeklarowaną kwotę przysługują Ci następujące przywileje:
- prawo do wysłania 1 dziecka do publicznej placówki oświatowej na poziomie ponadgimnazjalnym.
- prawo do uczestnictwa 1 dziecka w 2 kursach zajęć ponadprogramowych dostępnych w upoważnionych placówkach [LISTA]

Jeśli zadeklarujesz sumę 750 EUR, uzyskasz następujące przywileje:
- prawo do wysłania 2 dzieci do publicznej placówki oświatowej na poziomie ponadgimnazjalnym
lub
- prawo do uczestnictwa 1 dziecka w 4 kursach zajęć ponadprogramowych dostępnych w upoważnionych placówkach [LISTA] oraz prawo do uczestnictwa 1 dziecka w 2 kursach na poziomie uniwersyteckim

Ok, zmieniam na 750 EUR. Poślemy Michała na przygotowanie do studiów. Wybieram też drugie pole z listy rozwijalnej - szkolnictwo wyższe. Wybieram kraj: Niemcy. Michał chce studiować w Monachium, mają bardzo dobrą politechnikę, warto już teraz odłożyć na to część pieniędzy, więc wybieram sumę 500 EUR i przechodzę dalej.

Służby publiczne. Zadeklaruj wartości przy poszczególnych służbach:

Policja. Od sumy 30 EUR zostaniesz wpisany do bazy osób objętych ochroną policyjną w przypadku zgłoszenia złamania prawa. Jeśli nie możesz zadeklarować powyższej kwoty, skontaktuj się z jedną z organizacji pozarządowych pokrywających koszty wpisania do takiej bazy na rok 2030 [LISTA].

Straż pożarna. Służby ratownicze, fundusz kataklizmów i klęsk żywiołowych. System sądownictwa. Rozwijam kolejne listy i deklaruję kwoty, sprawdzając jaki zakres interwencji mi przysługuje. Za każdym razem mogę odwołać się do listy organizacji pozarządowych pokrywających te koszty

System drogowy.Na Twoje nazwisko zarejestrowane są dwa pojazdy osobowe. Wpłata na fundusz utrzymania dróg publicznych wynosi w 2030 roku 200 EUR od pojazdu, za co przysługuje prawo do poruszania się wszystkimi drogami lokalnymi i krajowymi. Dodatkowe 100 EUR od pojazdu pokrywa również roczny abonament na autostrady.

Wybieram podstawowy fundusz drogowy, nie jeździmy tak wiele publicznymi autostradami, taniej jest za każdym razem płacić winietę na przejazd.

System kolejowy. Przejazdy kolejami stały się naprawdę drogie, odkąd wpłaty są dobrowolne, natomiast dość tanio można załatwić sobie zniżkę. Rejestracja jednej osoby na 25% zniżkę kosztuje jedynie 100 EUR rocznie, póki Michał nie ma swojego samochodu na pewno się nam to zwróci.

Armia. Wpłata minimalna na utrzymanie armii to 50 EUR.

Deklaruję ile trzeba. Nie pochwalam wielu działań militarnych prowadzonych przez kraj, ale to już temat na marcowe referendum w sprawie utrzymania kontyngentu w zagranicznych operacjach. Na siostrzanej platformie internetowej.

Kultura, również z listą rozwijalną. Bardzo interesuję się muzyką i malarstwem, deklaruję kwoty upoważniające mnie do wstępu na kilka koncertów (na razie bez podania dat i wykonawców, ale wiem że na pewno znajdzie się coś interesującego) i kilka wystaw w Narodowej Galerii.

Ochrona środowiska. Minimalna kwota to 10 EUR. Środki przeznaczone dodatkowo upoważnią do limitowanego wstępu do wybranych Parków Narodowych, Parków Wodnych - dostępna jest [LISTA].

Tatry zrobiły się bardzo drogie ostatnimi czasy, dlatego wiedząc, że planujemy letnią wycieczkę we trójkę, wybieram pakiet dający 24 wstępy do TPN-u.

Zadania wieloletnie. W roku 2030 rozpoczynamy inwestycje związane z organizacją Letnich Igrzysk Olimpijskich, dostępna jest [LISTA] planowanych kosztów.

Nie jestem fanem sportu, ale wiem, że Ania bardzo chętnie poszłaby przynajmniej do strefy kibica. Za wpłatę 75 EUR mogę zapewnić dwie wejściówki do jednej ze stref kibica, za 100 EUR dodatkowo udział w losowaniu jednego biletu na wybrane zawody. A co tam, niech będzie.

Przechodzę przez kolejne usługi publiczne, mniej lub bardziej wynagradzane prawami i przywilejami. Rezygnuję z uczestnictwa w funduszu świadczeń socjalnych z tytułu utraty pracy lub niezdolności do niej. Od tego jestem indywidualnie ubezpieczony  prywatnie.

W tym punkcie możesz zadeklarować dobrowolną nadwyżkę do przeznaczenia zgodnie z uznaniem administracji publicznej na nieprzewidziane w aplikacji wydatki i pomoc socjalną dla osób, które nie mogą opłacić podstawowych usług publicznych.

Ok, zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Nie wiążą się z tym żadne prawa i przywileje, ale wpisuję 300 EUR. Może po to, żeby poczuć się dobrze. Chociaż i tak wpłacam co roku pewną sumę na organizacje pozarządowe.

Uwaga. Wybrałeś uczestnictwo w 35 państwowych systemach. Obsługa każdego systemu to 10 EUR, także całkowity dodatkowy koszt obsługi administracyjnej wyniesie 350 EUR. Zatwierdź powyższą kwotę lub zadeklaruj wyższą, aby uzyskać wyższy priorytet rozpatrywania spraw urzędowych. Twój priorytet przy wpłacie minimalnej to priorytet E.

Zatwierdzam 350 EUR i priorytet E, i tak urzędy funkcjonują dość sprawnie przy obecnym stopniu informatyzacji.

Twoje całkowite wpłaty na wybrane usługi publiczne w roku 2030 wyniosą 5 670 EUR. Zweryfikuj listę lub zatwierdź ją wpisując ponownie hasło oraz kod wygenerowany na zarejestrowany numer telefonu. Wygenerowany zostanie całościowy formularz wpłaty do realizacji w Twoim banku lub możliwe będzie przekierowanie do natychmiastowych płatności w systemie bankowym.

Wpisuję hasła, przechodzę do natychmiastowych płatności z konta, gdzie odkładałem pieniądze z przychodów w 2029. Zatwierdzam przelew i sprawdzam potwierdzenie na emailu.

Dziękujemy. Twoja wpłata na usługi publiczne w roku 2030 została zarejestrowana.





niedziela, 19 stycznia 2014

Szukasz problemów?

Istniejące rozwiązania problemów mają swoje wady i zalety. Pośród tych drugich jest ta, że nie trzeba się zastanawiać nad nowymi rozwiązaniami. Takie semestralne zwolnienie lekarskie z myślenia i kreatywności. W końcu wymyślanie nowych rozwiązań nawet jeśli w pewien sposób rozwiązuje dany problem, to często stwarza kolejne pytania, wątpliwości czy kłopoty - styl tzw. lernejski. I proces wymyślawczy trzeba powielić. I znowu. I znowu. Aż do porzygu. Więc żeby się przed tym ustrzec można uznać istniejące rozwiązania.

Na którymś z kolei lunchu (nie na obiedzie, a właśnie ze względu na światową atmosferę lunchu) wkroczyliśmy na tematykę problemów w publicznym systemie edukacji. Że standaryzuje, że ogłupia, że dzieci uczą się na pamięć, a nie uczą się samodzielnie myśleć itp. Temat od wieków aktualny, odkąd na Półwyspie togi zostały zastąpione spodniami. Jest problem, pada rozwiązanie zainspirowane m.in. Loganem LaPlante: homeschooling. Polecam materiał:


Jasne, super, fajnie. Ale pamiętajmy, że na wielu głowach goszczą czarne kapelusze, i mimo że to tylko jedna szósta garderoby Edwarda de Bono, to czarny przecież nigdy nie wychodzi z mody. I posiadacze czarnego kiwają ze zrozumieniem głową i odpowiadają:

- Pewnie, poziom samego kształcenia mógłby wzrosnąć, ale brak tu socjalizacji! W szkole zachodzi istotny proces obcowania z innymi, uspołeczniania, nauki kompromisu i współpracy!

Co przecież jasno eliminuje pomysł homeschoolingu z rywalizacji o umysły młodych. I właśnie ten mechanizm, obserwowany regularnie skłania mnie do napisania tego postu. Bo po znalezieniu niedoskonałego rozwiązania mamy dwie drogi - szukać dalej rozwiązań, albo porzucić cały pomysł jako niedorzeczny i nieulepszalny.

Wracając do edukacji (która jest tylko przykładem) - naprawdę??? Naprawdę zadanie prawidłowej socjalizacji pozostawiamy publicznemu systemowi oświaty? To jedyne wyjście? Jedyna istniejąca droga, która prowadzi do uspołecznienia, nauki kompromisu i współpracy? Czy może jedyne znane nam wyście?

O ile analiza zagrożeń i korzyści z danego nowego rozwiązania jest niezwykle ważna, to równie ważne jest podążanie dalej: bierzemy listę zagrożeń (na przykładzie dalej: brak socjalizacji w środowisku publicznej szkoły; brak obiektywizmu ocen i dyplomów; brak czasu niektórych rodziców; brak powszechnej umiejętności organizacji procesu homeschoolingu przez rodziców). To istotne problemy. Hydra po odcięciu głowy pokazała trzy nowe. Porzucamy miecz i dajemy dzidę? Odcięcie kolejnych głów może wymagać ruszenia mocniej własnej, a także może dokonania modyfikacji w innych obszarach istniejącego polis.

Ale nie chcę tu mówić o partykularnym przykładzie edukacji, bo nie o to się rozchodzi - bo tak samo z darmową komunikacją miejską, wycofaniem reklam outdoor z centrów miast, czy inne niedorzeczne lub dorzeczne pomysły. Chodzi raczej o zasadę podejścia do problemu i pewien nawyk szukania możliwych rozwiązań. Gdzie szukamy problemów tam je znajdziemy,w tę część wyobraźni ludzkiej nie wątpię.

Nowe pomysły są niewygodne, bo trzeba bardzo dużo rzeczy wymyślić naraz. Poszukać. Diametralna zmiana jest niebezpieczna, nieprzewidywalna, i skutecznie zatrzymuje ciemną garderobę na czubkach głów.

I oprócz lenistwa myślowego dwie rzeczy jeszcze zatrzymują ją na naszych głowach. Jedna pochodzi z przekonania, że mamy rację. Wówczas bardzo łatwo się zniechęcić do poszukiwania rozwiązań dla przeciwnego stanowiska, czemu sam często ulegam. Jakoś kreatywność działa mniej w obrębie niepodzielanych poglądów, są jakieś takie mniej "inspirujące". Drugie to odejście od baconowskich fascynacji empiryzmem. Często kategorycznie wygłaszane opinie zagłuszają faktyczny eksperyment - "czy ktoś to sprawdził? a jeśli tak to jak, w jaki sposób, w jakiej formie, z jakimi skutkami? jeśli napotkał na kolejne problemy to jakie i jak możemy im zaradzić i przetestować to znowu?".

Otwarta głowa zmienia często nakrycie głowy. I w takich chwilach może okazać się, że lernejskim potworom da się szyje przypalić oświaty kagańcem.




niedziela, 5 stycznia 2014

Na wolny rynek krytyczne spojrzenie

Zainspirowany przez wymianę zdań jakiś czas temu postanowiłem wrócić do czasów sielskiej edukacji uniwersyteckiej i spojrzeć na ekonomię i wolny rynek przez pryzmat dotychczasowych refleksji i przemyśleń. Na ile stałem się przez kilka ostatnich lat głupszy niż byłem i mam coś nie po kolei w głowie, a na ile mądrzejszy - tego ze swojej pozycji nie jestem w stanie ocenić obiektywnie. Ale czytając znów teorie Smitha, Ricardo, słuchając Friedmana urodziło mi się w głowie wiele pytań, które chętnie zadałbym na uniwersytecie. A może ktoś z czytających NieIstotę mi podpowie, gdzie leży błąd.


Analiza nie uwzględnia przeszłości

W gospodarce wolnorynkowej prawo własności jest święte. W końcu to ono motywuje do wysiłku, kreatywności, przedsiębiorczości. Tylko jest jeden szkopuł w podejściu wolnorynkowym - analiza za punkt zero przyjmuje nasze czasy i wybiega w przyszłość. Całą przeszłość uznaje za niebyłą. I jak tutaj mówić o prawie własności, kiedy akumulacja kapitału - środków produkcji, ziemi, pieniędzy, kruszców, dostępów do złóż itp. - nastąpiła w wyniku pogwałceniu prawa własności? Odwołam się do wyświechtanych spraw - kolonie, niewolnictwo, wywłaszczenia, ziemie Indian, wojny i masowe pacyfikacje ludności, nadeksploatacja złóż... I w tym sęk, że ustroje/państwa się zmieniają, ale środki produkcji, kapitał itp. przechodzi z pokolenia na pokolenie. Brzmi to może dramatycznie, ale gdy wziąć takie stanowisko za punkt odniesienia.... 

Niestety, na tym poziomie świadomości robi się bardzo niewygodnie, bo to tak, jakby znaczna część pieniędzy była zrabowana, część bogactwa wynika z przestępstw/zbrodni/wyzysku (nawet jeśli niewolnictwo czy kolonizacja i wojny z tubylcami nie były prawnie zabronione w ówczesnych czasach). Przyjmujemy to natomiast za błędy przeszłości, trudno - co było to było, przecież Majów nie wskrzesimy, rozkładamy bezradnie ręce i bawimy się za kradzione.

Nie, nie wiem co w tym momencie możemy z tym zrobić. Wiem natomiast, że niekoniecznie bogactwo leży w rękach najbardziej przedsiębiorczych, a często spadkobiercach najsilniejszych. I to zaburza punkt startowy, zaburza dalszy rachunek redystrybucji - zaburza wolny rynek. Bogatsi za "zrabowane złoto" będą jeszcze bogatsi, spadkobiercy obrabowanych będą jeszcze biedniejsi. I nie znaczy to, że ci biedniejsi są mniej przedsiębiorczy...

Milton Firedman w wystąpieniu z 1978 wystąpił z przeciwnym stanowiskiem. Podając przykład Indii i prac Jacoba Vinera uzasadnia, że kolonie kosztowały państwa kolonialne więcej, niż zysków z nich czerpały. Muszę sięgnąć do tych wyliczeń ekonomicznych, natomiast nawet jeśli są prawdziwe to pozostają dwa pytania: czy uwzględniamy zyski prywatnych przedsiębiorców korzystających z dostępu do złóż (np. zagarniętych przez wojnę) i siły roboczej (np. niewolniczej), oraz czy w rachunku ekonomicznym zakładamy, że istnieje coś takiego jak poszanowanie prawa do życia i własności. 


Człowiek nie podejmuje decyzji racjonalnie

Podstawą zasad działania wolnego rynku jest racjonalność podejmowanych decyzji. To, że człowiek kieruje się rachunkiem ekonomicznym i maksymalizacją - zarówno zysku, jak i użyteczności. Jak dalekie jest to od rzeczywistości?

Po pierwsze decyzje zakupowe. Nie są racjonalne, gdy użyteczność jest kreowana przez mechanizmy psychologiczne marketingu, a potrzeby sztucznie kreowane. Decyzje są "pod wpływem" i nie wydaje mi się możliwe, żeby temu zaprzeczyć. Tak to działa.

Po drugie zachowanie przedsiębiorstw kierowanych przez zarząd nie jest racjonalne. Teoretycznie jest to maksymalizacja zysku właściciela - w wielu przypadkach ogromnych firm jest to akcjonariusz. Płynny akcjonariusz, który często zmienia firmę, której jest "właścicielem" w przeciągu roku, dwóch, pięciu. W akcjonariacie nie ma przywiązania i dbania o długoterminowy rozwój firmy, a na pewno nie przez wszystkich właścicieli. Często zamiast reinwestycji jest krótkoterminowy zysk, dyskontowanie chwilowej przewagi konkurencyjnej czy wypłacanie dywidend albo wykup akcji. Dla odróżnienia podam tylko motywacje w spółdzielniach pracowniczych - gdy w grę wchodzi interes firmy, która zapewnia miejsce pracy, a więc podstawowe źródło utrzymania siebie i rodziny, decydenci są o wiele bardziej racjonalni i działają dla jej dobra. Przynajmniej w teorii by się to zgadzało. Możliwe, że myślą o długoterminowym zatrudnieniu w danym miejscu pracy, nie o skakaniu ze spółki na spółkę.


Decyzje nie są spowodowane efektywnością i skrajną naiwnością byłoby wierzyć, że tak jest i będzie. W praktyce decyzje menedżerów są także spowodowane troską o własne dobro i powodzenie - co widać na przykładzie wzrostu wynagrodzeń kadr zarządzających, wcale nie odzwierciedlonych w lepszych wynikach firm. Zgodnie z teorią wolnego rynku płaca powinna rosnąć, jeśli krańcowa produktywność danego pracownika rośnie - co powinno być odzwierciedlone w zwiększonej produktywności/efektywności przedsiębiorstwa jako takiego. Wówczas decyzja jest ekonomicznie umocowana. Jak jest w praktyce? Zupełnie inaczej. Można mówić o racjonalnym i elastycznym rynku płac?

Which feeds into the question of exploding CEO pay. While this has affected most countries, the US has seen the largest increases (followed by the UK). In 1979 the CEO of a UK company earned slightly less than 10 times as much as the average worker on the shop floor. By 2002 a boss of a FTSE 100 company could expect to make 54 times as much as the typical worker. This means that while the wages for those on the shopfloor went up a little, once inflation is taken into account, the bosses wages arose from £200,000 per year to around £1.4m a year. In America, the increase was even worse. In 1980, the ratio of CEO to worker pay 50 to 1. Twenty years later it was 525 to 1, before falling back to 281 to 1 in 2002 following the collapse of the share price bubble. 
- Larry Elliott, "Nice work if you can get it: chief executives quietly enrich themselves for mediocrity,", The Guardian, 23 January, 2006


Jeśli chodzi o stosunek władzy, to w państwie nie cierpimy dyktatury czy totalitaryzmu. Jednocześnie godzimy się na niego w przypadku miejsca pracy. Dlaczego? Bo firmę możemy łatwiej zmienić niż panstwo zamieszkania? Różnica w powiększającej się przepaści między płacami kierownictwa a pracowników wynika m.in. z takiej struktury władzy. Tak długo jak akcjonariusze są zadowoleni, nie ma problemu. Często akcjonariuszami/udziałowcami jest własnie kadra zarządzająca, która oczywiście nie zgłasza obiekcji do powiększających się płac menedżmentu.Jaki chaos w tym systemie wprowadziłoby podzielenie udziałów po równo między wszystkich pracowników? Nadal prawdopodobnie potrzebny byłby menedżer, ale jak bardzo by się zmieniło jego umocowanie? Jak bardzo racjonalne decyzje musiałby podejmować, żeby nie być odwołanym przez udziałowców - pracowników?

Podsumowując aktualną strukturę własności: prawo właścicieli - ich firma - ich decyzja. Tylko nie mówmy tutaj o racjonalnym funkcjonowaniu wolnego rynku, gdy człowiek zachowuje się nieracjonalnie.


Wolny rynek jest nierealny

Prawdziwie wolny rynek, modelowy, nie jest możliwy do urzeczywistnienia. Jest pewnym stanem idealnym, wahadłem wychylonym w jedną stronę, ale znajdującym się w nieosiągalnym punkcie. 

Nie ma rynku idealnego, tak więc popyt i podaż nie ustalają ceny znajdującej się w punkcie równowagi. Analiza opiera się na następujących założeniach:
- nieskończenie wiele kupujących i sprzedających (tak, że pojedynczy podmiot nie może zachwiać cenami)
- jednorodność produktu - wszystkie mają takie same cechy, a więc wybór jest całkowicie swobodny i nie oparty na marce, cechach, serwisie, czy jakichkolwiek innych czynnikach
- doskonała informacja rynkowa - o produkcie oraz o cenach - teraz i w przyszłości (wyklucza to kupowanie w obawie przed przyszłością)
- brak barier wejścia i wyjścia z rynku - zwiększony popyt może być natychmiastowo zaspokojony, bez inwestycji w maszyny, technologie czy kapitał wiedzy. 
- zerowe koszty transakcji - produkty wszystkich producentów są tak samo dostępne, przy takich samych kosztach przesyłki/płatności itp.

Jak bardzo nierealne jest każde z tych założeń, tego nie trzeba tłumaczyć. Tak samo dalekie od modelu jest ustalanie cen w punkcie równowagi, nawet w dłuższym terminie. Oczywiście, można to przyjąć za pewien wzorzec idealny... ale proszę wówczas o wyrozumiałość w moich wywodach odnośnie anarchizmu, życia bez państwa, ludzi działających z szacunkiem i miłością do siebie, dzielących się dobrobytem. Bo równie bliskie są urzeczywistnienia, jak działający sprawnie mechanizm popytu i podaży - z tym, że tego drugiego nigdy nie sprawdzimy, bo kto wie jaka jest cena równowagi?

Dorzućmy do pieca koncepcji konkurencji doskonałej - w praktyce ogromna część dóbr (nie tylko FMCG), jest produkowana przez ograniczoną liczbę producentów, działających na wielu rynkach i w wielu branżach. Jak to się ma do equilibrium point - przy możliwościach transferu zysków/pokrywania strat z jednego kraju do drugiego, czy z jednej branży do drugiej - w praktyce konkurencja nie jest swobodna na poszczególnych wycinkach globalnego rynku, bo korporacje mogą "wycinać" mniejszych konkurentów, kompensując profitami ze spółek-sióstr. W praktyce mamy więc międzynarodowe oligopole, co dalekie jest od modelowej konkurencji doskonałej leżącej u podstaw uzasadnienia racjonalnego poziomu cen.

(pełna grafika tutaj)

Tak długo, jak będą rządy, tak długo w ekonomii zawsze będzie polityka. Nie jestem pewien, czy kwestie wydatków rządowych można zracjonalizować do najbardziej efektywnych. Ma to wiele wspólnego z punktem poprzednim o nieracjonalności decydentów - politycy nie działają biorąc pod uwagę interes ekonomiczny "kapitałodawców" - podatników. Wynika to z samej natury wyborów parlamentarnych - wybierany jest nie najbardziej efektywny ekonomicznie rząd/parlament, a ten który cieszy się największym poparciem - które często wynika z niezrozumiałych sympatii. Oczywiście wpływa to na decyzje członków gabinetu, co w rezultacie zaburza wolny rynek. Im większe wydatki państwa, tym większe zaburzenie wolnego rynku (oczywista oczywistość).

Dodatkowo, zawsze coś się wtrąci, zaburzając wolny rynek, np.:

In XIX century social reformers tried to bring legislation to british parlament regulating and partly banning child labour. (..) They banned factory work for children up to the age of 9, between 10 and 16 children could work but only up to 12 hours a day. Yes, they were really going soft on these kids, huh?
- Ha-Joon Chang, 23 things they don't tell you about capitalism

To taki skrajny przykład, pokazujący jak zaburzony jest wolny rynek dla celów powiedzmy "wyższych" - w wierze, że dobro ogółu (albo jednostek) będzie wówczas, jeśli dzieci więcej czasu spędzą na edukacji (obowiązek szkolny, w przypadku prywatyzacji edukacji, również będzie zaburzeniem wolnego rynku), niż pracując. Chcąc otrzymać w pełni wolny rynek, większość tych decyzji musi zostać w rękach jednostek - czy chcą pracować ponad normę, czy chcą pracować w młodym wieku, czy chcą pracować w ciężkich warunkach - kwestia ustalenia płacy za daną pracę, Dążenie do w pełni wolnego rynku wiąże się ze zgodą na takie wolności wyboru jednostki. 

I tutaj osobiście dochodzę do pewnego paradosksu. O ile bardzo mocno wierzę w prawo jednostki do samostanowienia, to w tym przypadku nie sądzę, by zniesienie zakazów, ograniczeń itp. prowadziło do rzeczywistej wolności wyboru jednostki. Dlaczego - o tym chociażby w następnym punkcie.


Popyt i podaż nie działają na rynku pracy

Znów, wolny rynek powinien ustawiać płace na takie wysokości, żeby były w punkcie równowagi. Dlaczego ustawia je poniżej tego punktu?

Po pierwsze, siła negocjacyjna.

Współczesny człowiek ma na ogół jedną rzecz do sprzedania - własną pracę. Jeśli nie sprzeda jej, nie zarobi, nie będzie miał za co kupić jedzenia, opłacić mieszkania itp. W praktyce więc musi pracować, co osłabia jego pozycję negocjacyjną. Wiąże się to z akceptacją niższej płacy, byle tylko mieć pewne możliwości. Wlicza często również przyszłe możliwości, podwyżki itp. Pod presją ubóstwa pracownik nie ma wolności wyboru, zachowuje się nieracjonalnie. Na dodatek w długiej perspektywie nie ma możliwości wywierania presji na pracodawcę (płaca jest zbyt niska, więc nie pracuję) - gdyż konieczność utrzymania się występuje w szalenie krótkim terminie - jeść musimy codziennie. Wyklucza to więc analizę długoterminową.

Z drugiej strony pracodawca nie jest tak bardzo przyciśnięty przez konieczność zatrudnienia nowego pracownika, bo jego brak rzadko wiąże się z głodem jego i jego rodziny, czy ubóstwem.  Ergo - płaca pozostaje poniżej punktu równowagi.

The idea of 'free contract' between the potentate and his starving subject is a sick joke, perhaps worth some moments in an academic seminar exploring the consequences of (in my view, absurd) ideas, but nowhere else.
- Noam Chomsky


Po drugie, mobilność

Rynek pracy jest różny w różnych miastach. Aby płaca kształtowała się w punkcie równowagi, pracownik musi być gotowy, by przenieść się do innego miasta, innego kraju. Człowiek jako istota rodzinna i społeczna ma z tym trudności, co sprawia, że od razu znika część jego możliwości i siły negocjacyjnej - ergo - godzi się na niższą płacę. W sytuacji tej nie pomaga również rynek nieruchomości. Problem rozwiązuje częściowo informatyzacja, jednak niezależność od miejsca pobytu nawet w nowoczesnych firmach jest jeszcze raczkująca. Nadal preferuje się obecność pracowników w jednym biurze.

Chociaż, żeby oddać sprawiedliwość, mamy emigrację zarobkową - najazd na Wyspy Brytyjskie chociażby. Nie widziałem statystyk, ale odbywa się to głównie poza zawodem preferowanym, czyli zmieniamy niejako "branżę", najczęściej w dół. Inżynier z Polski na ogół nie wyjeżdża, by być inżynierem zagranicą. Jak to zaaplikować do elastyczności rynku pracy?

Z drugiej strony mamy coraz bardziej mobilny kapitał - w ramach zmiany z akcentu produkcyjnego na gospodarkę opartą na usługach pracodawcy stają się coraz bardziej mobilni, przenosząc biura z miejsca na miejsce, w poszukiwaniu najtańszej siły roboczej. Myślę, że warto tutaj rozróżnić dwa rynki - pracy umysłowej (kapitał produkcyjny wysoko mobilny) oraz pracy opartej na wysiłku fizycznym (kapitał produkcyjny mało mobilny). Do drugiej kategorii zaliczymy te wszystkie wysoko płatne prace, które ściągają młodych zdolnych wykształconych z Polski - restauracje, hotele, zakłady produkcyjne, przetwórstwo itp.

Rezultat - pracodawcy przemieszczają się szukając najtańszej siły roboczej, pracownicy są mniej skłonni do przemieszczania się w poszukiwaniu godziwej płacy. Obala to mit myślenia, że "chętny wszystko może" - nawet przy zaangażowaniu, ambicji  i samorozwoju rynek pracy nie gwarantuje odpowiedniej płacy.


Ekonomia prowadzi do wypaczeń moralności

Myślenie wolnorynkowe w swej istocie wyklucza myślenie humanitarne. Podejmowanie racjonalnych decyzji i działań wyklucza wspomaganie osób o mniejszych szansach - ponieważ jest myśleniem transakcyjnym. Oczywiście, nikt nie zabrania filantropii, jest to decyzja indywidualna jednostek. Natomiast w zetknięciu z założeniami ekonomicznego myślenia jest ona kontrproduktywna i nieefektywna. Liberalizm ekonomiczny liczy na dobrą wolę osób z kapitałem, że będą wspomagać osoby i sprawy, gdzie jest to nieefektywne finansowo - a więc przeczące istocie myślenia wolnorynkowego, opartego na systemie transakcyjnym i zwrotach z kapitału. Szlachetne założenie, oczywiście praktykowane przez wielu przedsiębiorców, mimo wszystko pozostaje ono niejako w opozycji do fundamentalnych założeń i jest jedynie myśleniem życzeniowym.

Tymczasem przecież podstawy porządku społecznego, rodzina, przyjaźń czy miłość - działa na przeczących temu systemowi zasadach. Są dalekie od systemu transakcyjnego, często bezinteresowne, bazujące na uczuciach a nie racjonalnych ekonomicznie decyzjach.

To moje zdanie, a co o tym mówią badania psychologiczne - na które jako absolwent ekonomii również patrzę zatrwożony pod osobistym kątem:

Studying economics also seems to make you a nastier person. Psychological studies have shown that economics graduate students are more likely to 'free ride' -- shirk contributions to an experimental 'public goods' account in the pursuit of higher private returns -- than the general public. Economists also are less generous that other academics in charitable giving. Undergraduate economics majors are more likely to defect in the classic prisoner's dilemma game that are other majors. And on other tests, students grow less honest - expressing less of a tendency, for example, to return found money - after studying economics, but not studying a control subject like astronomy. Frank, Gilovich, and Regan 1993). 

This is no surprise, really. Mainstream economics is built entirely on a notion of self-interested individuals, rational self-maximisers who can order their wants and spend accordingly. There's little room for sentiment, uncertainty, selflessness, and social institutions. Whether this is an accurate picture of the average human is open to question, but there's no question that capitalism as a system and economics as a discipline both reward people who conform to the model.
- Doug Henwood, Wall Street

Plus słowo od papieża Franciszka:

[S]ome people continue to defend trickle-down theories which assume that economic growth, encouraged by a free market, will inevitably succeed in bringing about greater justice and inclusiveness in the world. This opinion, which has never been confirmed by the facts, expresses a crude and naïve trust in the goodness of those wielding economic power and in the sacralized workings of the prevailing economic system. Meanwhile, the excluded are still waiting. To sustain a lifestyle which excludes others, or to sustain enthusiasm for that selfish ideal, a globalization of indifference has developed. Almost without being aware of it, we end up being incapable of feeling compassion at the outcry of the poor, weeping for other people’s pain, and feeling a need to help them, as though all this were someone else’s responsibility and not our own. The culture of prosperity deadens us; we are thrilled if the market offers us something new to purchase; and in the meantime all those lives stunted for lack of opportunity seem a mere spectacle; they fail to move us.
- Franciszek I


Słowo o systemie monetarnym

Jeszcze jedna świadomość mnie przeraża, po analizie systemu monetarnego. Pieniądz pochodzi z dwóch źródeł - z wpłaconych do banku centralnego kruszców, lub z obligacji wyemitowanych przez państwo i sprzedanych bankowi centralnemu. O ile się nie mylę, po sierpniu 1971 kiedy wymienność dolara na złoto została zawieszona a kurs upłynniony, nie pozostała już żadna waluta na świecie ze stałym parytetem złota, a więc pokryta w kruszcu. Co to oznacza?

Że każda złotówka, dolar czy euro, to dług. Nasz, jednego banku, drugiego banku, czy w końcu - państwa wobec banku centralnego. Nie wiem czy dobrze wnioskuję (niech mnie ktoś poprawi), ale gdyby każdy spłacił swoje długi, to nie pozostałaby na tym świecie ani jedna moneta. Przerażająca świadomość, prawda? System monetarny sprawia, że żyjąc na Ziemi staliśmy się sami sobie dłużni. Cała ludzkość jest na minusie, z odsetkami... Jak może to doprowadzić w ostatecznym rozrachunku do powszechnego dobrobytu?


Konkludując prywatę - nie wiem, gdzie obecnie stoję, nie wiem do końca, w co ekonomicznie wierzę. Bo ograniczanie wolności przedsiębiorców jest ograniczaniem wolności jednostek. A jednocześnie pewne limity (jak w przykładzie z pracującymi dziećmi) może faktycznie są zdrowe i "humanitarne". Skłaniam się coraz bardziej ku zdaniu prof. Josepha Vogla (świetny wywiad można przeczytać tutaj), że teodyceę - wiarę w to, że Bóg czuwa nad porządkiem świata zastąpiliśmy oikodyceą - wiarą, że porządek świata zapewniają siły rynkowe i "niewidzialna ręka rynku", dając jej przymioty niemal boskie. Tymczasem stworzony przez rynek porządek nie zapewnia ani wolności, ani dobrobytu (na który nas przecież w XXI wieku stać!), ani szczęścia. Nie w powszechnym wydaniu.

Nie do końca sprecyzowałem jeszcze, w co wierzę, ale wiem w co już nie wierzę, a to już pewien progres - w kapitalistyczny wolny rynek.


sobota, 21 grudnia 2013

Moje miejsce na scenie

Kilka ostatnich rozmów wepchnęło mnie na myślenie politologiczne i poszukiwanie, bądź potwierdzenie swojego oficjalnie skategoryzowanego miejsca na scenie poglądów politycznych. Nie lubię kategoryzacji, natomiast uogólnienia pozwalają porozumiewać się w szybszy sposób,a  przynajmniej stawiają dobry grunt pod uszczegółowienie i indywidualizację.

Z jednej strony część ludzi nazywa mnie socjalistą. Często otwarcie sprzeciwiam się nurtom prawicowym, szczególnie skrajnym i nacjonalistycznym. Jestem za spółdzielniami, prawami pracowników, bardzo krytycznie patrzę na kapitalizm przez jego niezdolność do prawidłowej alokacji zasobów i oparcie systemu wartości na rachunku ekonomicznym i zysku (szczególnie po zgłębieniu "No Logo" Naomi Klein). Wierzę w ideę sprawiedliwości społecznej wg jej odmiany "każdemu według jego potrzeb", jednocześnie zmagając się z dylematem złej woli poszczególnych jednostek...

Z drugiej jednak strony jestem przeciwnikiem systemu zasiłków (w tym dla bezrobotnych), interwencjonizmu państwa w gospodarkę i prób jej regulowania, aktywnego działania państwa na rynku pracy. Każdy jest odpowiedzialny za siebie i za swoje wykształcenie, rozwój umiejętności, zdobycie lub stworzenie sobie miejsca pracy. Jestem przeciw finansowanej z budżetu państwa opiece zdrowotnej i edukacji wyższej. Przeciwnikiem obowiązkowych ubezpieczeń społecznych i państwowego systemu emerytur. Wychodzę z założenia, że:

1. Wszystko kosztuje, a więc musi być fundowane z podatków.

2. Państwo jest wybitnie nieefektywne, jeśli chodzi o redystrybucję.

3. Nie każdy korzysta ze wszystkich finansowanych przez państwo usług, dlaczego więc ma płacić podatki na nie wszystkie?

Czy w takim razie wita prawica? Szczególnie ta skrajna, postulująca drastyczne obniżenie podatków, wolność dla przedsiębiorców, ukrócenie systemu zasiłków społecznych, likwidacja koncesji, przymusowych ubezpieczeń społecznych, uproszczenie procedur... Tak. Ale nie korporacjonizm - dlaczego, to na końcu. Ha, przez moment nawet byłem na jakiejś liście sympatyków UPR.

Z drugiej strony od prawicy odróżnia mnie sprzeciw wobec nacjonalizmu, a nawet patriotyzmu. Znaczny liberalizm społeczny i obyczajowy, bo skoro jednostka ma mieć wolność wyboru, to nie można pozostać przy konserwatyzmie obyczajowym. Jestem też pacyfistą (sprzeciwiając się chociażby interwencjom w Iraku, Afganistanie). W pewnym stopniu jestem też bliski nurtom "zielonych" - odmawiając korporacjom i państwom prawa włąsności do ziemi, a więc i zasobów. Planety nikt nie posiada, nie może być więc sprzedana ani kupiona. Od sprzedawania pojedynczych planet, gwiazd czy asteroidów różni ją tylko to, że jest zamieszkana i jest "pod ręką". Pod względem prawa własności jestem też bliski lewicowym i anarchistycznym "squatersom" - w myśl hasła "człowiek jest jedynym zwierzęciem, które płaci za życie na Ziemi". Podstawowym prawem wg mnie jest prawo do miejsca zamieszkania - wyjścia do lasu i zbudowania sobie domu zaspokajającego podstawową potrzebę schronienia. Niedorzeczne jest, że w XXI wieku z grafenem, lotami kosmicznymi, internetem i przeszczepami serca występuje jeszcze problem mieszkaniowy.

Dlatego z tych strzępków zacząłem układać sobie stosunek do świata. Wówczas nie myślałem, że najbliższy mi będzie właśnie anarchizm. Zwykle patrzy się na niego z pobłażaniem jak na rozrabiające dziecko, bo głośno o burdach anarchistów, o dewastacjach itp. Także wnikając w ideologię (nomen omen bardoz niespójną, co wynika z samej natury anarchizmu) ciężko nie uśmiechnąć się do naiwności głoszonych tez i protekcjonalnie powiedzieć "fajnie, ale to utopia. Dorośnij".

Kiedy zacząłem bawić się w politykę, tworzyć swój obraz rzeczywistości to najpierw stworzyłem ten obraz, a dopiero potem ktoś mi powiedział, że to jest anarchizm. Jeśli nikt by mi tego nie powiedział, to może do dziś nie wiedziałbym, że jestem anarchistą.
- Janusz Waluszko

W moim przypadku anarchizm indywidualistyczny, w odmianie pacyfistycznej a nie rewolucyjnej (w zmiany rewolucyjne nie wierzę). I z ostrożnym, aczkolwiek przychylnym spojrzeniem na mutualizm - zanegowanie prawomocności akumulacji pierwotnej, monopolu państwa na emisję pieniądza, prawa własności do nieużytkowanej ziemi, ceł i własności intelektualnej.

Bo właśnie największą moją wątpliwością w tych rozważaniach jest stosunek do władzy. Bardzo krytycznie patrzę na demokrację (Demonkracja), jako włądzę większości nad jednostką. Nawet nie większości, bo można łatwo policzyć - w ostatnich wyborach partia rządząca dostała w Polsce 5,6 mln głosów. Czy jest to większość z rządzonych - można kontynuować obliczenia. Dodatkowo to jedynie wybór reprezentantów. W praktyce reprezentanci stanowią jedynie ułamek promila społeczności rządzonej, drogi kontroli i odwoławcze są skomplikowane i nieskuteczne.

Biorąc pod uwagę indywidualizm, który wyznaję z całego serca, ciężko mówić o sprawiedliwej władzy nawet w przypadku demokracji bezpośredniej. Zawsze może się okazać, że jestem w jednoosobowej mniejszości. To nie jest wolność.

Autorytet, rząd, władza, państwo - każde z tych słów oznacza to samo - środek nacisku i wyzysku... Ktokolwiek kładzie na mnie rękę, aby mną rządzić, jest uzurpatorem i tyranem - uważam go za swego wroga.
- Pierre-Joseph Proudhon

Wrócę do korporacjonizmu - to również nie jest droga, bo z odrzucenia władzy politycznej popadamy w podległość władzy ekonomicznej. Jedno i to samo - brak wolności.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak naiwne jest takie myślenie. Ludzkość bez władzy? Wyobraźmy sobie, że taki świat miałby nastać jutro - zapanowałby totalny chaos, przemoc, jeszcze większy wyzysk. Tragedia. Jednocześnie w założeniach jest to system największej wolności.... To, że zdaję sobie sprawę, że "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" i reszta Dekalogu jest niewykonalna w pełni w społeczeństwie i naiwnie idealistyczna, to nie przeszkadza mi wierzyć, że jest to właśnie dobra droga.

Dlaczego się nie uda?

Bo potrzebna jest zmiana świadomości ludzi. Dojrzałości do wolności. Szacunku i miłości do bliźniego. System zbyt głęboko tkwi w ludziach, taka zmiana - jeśli w ogóle może mieć miejsce - potrwa setki lat.

Nie uda się też dlatego, że zmiany przeprowadzają liderzy. Bo liderzy prowadzą masy ludzi za sobą. Anarchizm z założenia nie może mieć liderów (oprócz autorytetów pokroju Gandhiego chociażby), bo przeczyłby sam sobie. Ludzie szukają liderów, szukają praw jako punktów odniesienia (Kodeks, Biblia, Koran, Talmud), może jest to niejako "wbudowane" w naturę człowieka. Żeby nie być w pełni wolnym?

Podsumowując, ciężko mi się znaleźć na scenie politycznej. Bo w tę scenę nie wierzę.

Obywatelu, zrób sobie dobrze sam,
Przecież najlepiej wiesz o co w twym życiu chodzi,
Obywatelu, zrób sobie dobrze sam,
Bo ze szczęścia jednostek, ze szczęścia jednostek...
...ogólny dobrobyt się tworzy
- Kabaret OT.TO, Zrób sobie dobrze sam

sobota, 7 grudnia 2013

System kształtowania


Nigdy nie będę wiedział, przez co i dzięki czemu jestem w tym punkcie, w którym jestem. W życiu i w umyśle. Ale czas spędzony na uczelni pod względem edukacyjnym uważam za stracony. Potencjał pięciu lat (a nawet sześciu, bo powtarzałem rok) zmarnotrawiony w tak okrutny sposób, że aż strach pomyśleć. Nie będę wgłębiał się w szczegóły, zamiast tego zaproponuję coś innego...

A gdyby tak...

Masz pięć lat do dyspozycji. Osiem godzin dziennie. Materiały, współtworzone w wersji multimedialnej przez najlepszych dydaktyków i naukowców na świecie. Biblioteki, wideoteki, audioteki. Do tego multimedialne "klasy" i fora dyskusyjne, moderowane przez specjalistów z danej dziedziny. Ile jesteś w stanie się nauczyć? Jak bardzo jesteś w stanie się rozwinąć?

Fora. Taki potencjał społecznościowy wzajemnego wsparcia się marnuje. Tę siłę obserwuję na przykładzie - regularny indywidulany support techniczny zastępowany jest przez dobrze stworzone materiały o ogólnych problemach. A indywidualne, specyficzne przypadki rozwiązywane są przez samych użytkowników (jak się okazuje większość problemów już ktoś miał i w jakiś sposób rozwiazał), którzy często wiedzą o wiele więcej niż tech support. Potencjał wiedzy kolektywu. Tylko trzeba taki model wdrożyć i przyzwyczaić do tego ludzi, a wzajemne uczenie się staje się faktem. 


Aktywna wymiana doświadczeń i pole do dyskusji zapobiega także forsowaniu "jednego słysznego poglądu" przez twórców materiałów dydaktycznych z danej dziedziny. Rośnie baza wiedzy.



Masz pięć lat do dyspozycji. Jak wiele jesteś w stanie osiągnąć? Jak wiele się nauczyć? Ile języków? Po studiach wyższych znaczna część studentów wychodzi bez znajomości choćby jednego nowego. A każdy kolejny otwiera przecież drzwi do następnego świata...

Co stoi na przeszkodzie? Brak samodyscypliny i motywacji. Nie jesteśmy przygotowani do tego, żeby samemu panować nad własnym czasem i samemu "przymuszać się" do nauki. Wynika to z modelu edukacji, który nie zostawia miejsca na samodzielne odkrywanie tematu,

Potrzebujemy motywacji zewnętrznej? Ja zacząłem biegać długo po ostatnim wfie. Wcześniej tego nie cierpiałem. Języków zacząłem się uczyć długo po ostatnim wykładzie z hiszpańskiego. Część studentów omija lektoraty, żeby po kilku latach słono płacić za kursy językowe... Czy naprawdę potrebujemy tego, żeby ktoś mówił nam czego się uczyć i przymuszał do określonej liczby godzin tygodniowo, karał za brak postępów? Naprawdę, jesteśmy tak słabi?

Gdzie po pójściu do szkoły podziewa się naturalna ciekawość z czasów dzieciństwa? I dlaczego gdzieś się podziewa?


Kolejna wada obecnego systemu to brak wykształcania zdolności do podejmowania decyzji o treści edukacji. Wykłady do wyboru to element marginalny i jakiś żart. Wszystko jest na jedną modłę, w imieniu realizacji programu nauczania i podstaw kształcenia. Nie wybieramy przedmiotów w liceum (co najwyżej mniej lub bardziej sprofilowane klasy... żart). Nie wybieramy treści na studiach wyższych. Jak rzadko mamy możliwość wybrania wykładowcy, który rzeczywiście ciekawie uczy i przekazuje wartościowe treści?



Jak nowy system kształcenia mógłby wesprzeć te dwie rzeczy - brak umiejętności samodzielnego podejmowania decyzji oraz braki w automotywacji? Czemu nie dać do dyspozycji licealistów czy studentów instytucji konsultantów kształcenia? Pomagających poznać własne predyspozycje i zainteresowania, wybrać interesujące treści edukacyjne, konsultujących postępy w rozwoju wiedzy?

The best teachers are those who show you where to look, but don't tell you what to see.
- Alexzandra K. Trefner

Gwoździem do trumny jest system oceniania. Według jednego kryterium, a często wręcz według narzuconego klucza... Dramat. Wpasowanie się w wymagania, z różnorodnością uzdolnień, talentów i predyspozycji. Po co? W pewnym momencie staje się celem samym w sobie, zastępując naturalną chęć rozwoju.


Tutaj wzorem jest edukacja pozaformalna, na szczęście coraz bardziej się rozwijająca. Samoocena, refleksja czego się nauczyłem, co zastosuję, jak odczuwam przyrost kompetencji po treningu.

Utknęliśmy w beznadziejnym systemie pogoni za papierem, uczęszczania na bezwartościowe wykłady i ćwiczenia, spędzaniu godzin na nierozwojowych czynnościach, zamiast sięgnąć do realnego kształcenia. Po realną wiedzę i - co ważniejsze - kształtowanie charakteru. Oczywiście nie jest to reguła i nie mogę mówić o każdym uniwersytecie, kierunku czy wykładowcy. Ale większość studentów, z którymi rozmawiałem, podziela w mniejszym lub większym stopniu to zdanie.

Moją wizją jest organizacja systemu kształcenia (kształtowania?), który oferuje bogactwo treści, daje swobodny wybór - ergo uczy podejmowania decyzji, oraz nie ocenia według szablonów. System wymaga o wiele mniejszych nakładów finansowych ze względu na swój globalny zasięg, a także brak kosztów utrzymania materialnego miejsca, jakie stanowią dotychczasowe uniwersytety. Wymaga za to znacznych nakładów myślenia oraz zmiany przyzwyczajeń ludzi.